RSS
 

Rozdział 41 – Nie rozdrapuj starych ran…

25 lip
                                                  Julia:
        Podniosłam się z własnego legowiska. Ostatni raz dotknęłam opuszkami palców miękkiego materiału poduszki, wtulając w nią głowę. Bez zbędnych ceregieli naciągnęłam na nogi wytarte dżinsy koloru głębokiej czerni. Zdjęłam koszulkę, która służyła mi dzisiejszej nocy za pidżamę i włożyłam biały T-shirt z kolorowym nadrukiem. Rozczesałam kilka pasm włosów. Ostatni raz spojrzałam w lustro, wiszące na ścianie, upewniając się, czy wyglądam dosyć znośnie. ,,Nie jest źle” – pomyślałam oraz wolno opuściłam swój pogrążony w chaosie pokój. Później będzie czas na porządki.
          Jeszcze wczoraj żegnałam Caxi na lotnisku. Objęła mnie mocno swymi bezpiecznymi ramionami, a ja odwzajemniłam uścisk. Dziewczyna w popłochu pobiegła do samolotu, machając ostatni raz na pożegnanie. Sama czułam pewien rodzaj tęsknoty, jakby nieznośna nuda nie chciała mnie opuścić, więc jak on to odczuł?
         Obróciłam się na pięcie, podchodząc do drzwi z napisem: ,,Robin”. Dlaczego my nawet nie znamy swoich prawdziwych imion? Wydaje mi się to dosyć żałosne, aczkolwiek pomaga zachować anonimowość. Wśród własnych przyjaciół…
     Otworzyłam je cicho i weszłam do środka. Jak zawsze panował tu idealny porządek. Zdążyłam już do tego przywyknąć… Na posłanym łóżku siedział Robin, podnosząc pytająco brew. Robił to w taki charakterystyczny sposób, bardzo mnie irytujący. Starałam się nie zwracać na to uwagi. Może nie jest w najlepszym nastroju na pogaduchy.
- I jak? – spytałam, podchodząc bliżej.
- Wszystko w porządku – oznajmił, uśmiechając się delikatnie.  
       Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo one sprawiają mi przyjemność. Chyba nawet moje kąciki ust podniosły się nieznacznie. 
        Zatrzymał wzrok na mojej twarzy, przypatrując się jej uważnie. Na oczach miał swoją maskę, więc nie wiedziałam jaki miał w tym cel. Oczy odzwierciedleniem duszy…
- Chodźmy coś zjeść – powiedział, powstając z miejsca. 
Obaj wyszliśmy na korytarz. Przez pewien czas szliśmy w milczeniu. Dopiero po chwili zabrał głos, czego się nie spodziewałam.
- Musiała wyjechać – nieprzerwanie kroczył na przód, pochylając głowę ku ziemi.
- Wiem – odpowiedziałam.
        Caxi była poszukiwana. Wcześniej przecież zabijała, kradła i nie kryła się z tym w ogóle. Albo po prostu nie mogła. Miała ludzi położonych nad sobą. Jednak w końcu zrezygnowała, teraz postanowiła zacząć nowe życie. Nie dziwię jej się. Ja przecież też się o to starałam. Nie raz…
        Weszliśmy do kuchni. Zrobiłam sobie kilka kanapek, zjadłam je i przemknęłam prędko przez korytarz, prosto do pokoju.
        Uważnie przyjrzałam się wnętrzu. Cała podłoga wypełniona niepotrzebnymi rupieciami, na biurku równie nieprzydatne rzeczy, a komoda… Zmrużyłam niebezpiecznie brwi, zagryzając dolną wargę. Podeszłam bliżej mebla. Na brązowej, matowej powierzchni leżało jakieś małe zawiniątko, opakowane w biały papier. Odpakowałam je bez zastanowienia.
        Moim oczom ukazała się mała, srebrna płyta, o lśniącej wieloma kolorami powierzchni. Przez dobrą chwilę wpatrywałam się w nią z niedowierzaniem wypisanym na twarzy. Niespokojnie przewróciłam ją w dłoniach. Z tylnej strony przyklejona została kartka z nieczytelnym napisem. Oczywiście dla kogoś, kto widział go pierwszy raz. Ja go znam aż za dobrze…
                                                     ,, Spóźniony prezent urodzinowy. 
                                                                    C”
        Ach, no tak… Niedawno miałam urodziny… Nie wiem, o co tu może chodzić, ale jedno jest pewne – to nic dobrego. To wiadomo z doświadczenia. Na moje 7 urodziny miałam przyjemność obserwować morderstwo człowieka. Wolne i okrutne.
        Otworzyłam laptop i włożyłam płytkę w wyznaczonym miejscu. Usłyszałam cichy szmer odtwarzanej płyty. Ściszyłam trochę głośność nagrania, nikt nie mógł tego widzieć.
       Na ekranie widniała blada postać, cała we krwi. Białe kości przeszywały jej ciało, miała wiele złamań zewnętrznych. Gardło zostało podcięte, a ze środka lała się szkarłatna ciecz. Szyja przewiązana sznurkiem. Wisiała nad tą przeklętą jamą.
        Zacisnęłam pięści, tłumiąc emocje szalejące wewnątrz mnie. Napięłam wszystkie mięśnie, dotykając drżącą i jakże chłodną dłonią blizny na szyi. Nie odrywałam wzroku od tego widoku. Dookoła rozszedł się cichy szept.
- Przyjdź do centrum miasta. Dzisiaj o 23. Chyba nie chcesz, by twoim przyjaciołom coś się stało, co?  
        Pospiesznie wyłączyłam nagranie i usiadłam na krześle. Dobrze pamiętałam to wydarzenie. Przez tyle lat…
        Wisiałam w tamtym miejscu po tym, jak Cristin postanowiła przeciąć mi gardło w swoim zdenerwowaniu. Czynność ta była zamierzona, to taki rodzaj treningu, jaki stosowała dla zwiększenia odporności na ból. Rana goiła się powoli, a ja musiałam to znosić przez 10 dni. Tylko Jamy Łazarza utrzymywały mnie przy życiu. Kiedy cały proces gojenia zakończył się, resztkami sił uciekłam od niej. Sama nie mam pojęcia, jak to zrobiłam. Obiekt był dokładnie strzeżony. No i ona mnie obserwowała…
       Pokręciłam przecząco głową. Nie warto rozdrapywać starych ran. Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej pas z bronią. Wieczór zbliża się wielkimi krokami.
                                                                             ~~&~~
                                                   (narracja trzecioosobowa)
     Całe pomieszczenie wypełniło się głośnym wyciem alarmu. Mimo iż ten nieznośny dźwięk obijał się o jego uszy, on wstał powoli z kanapy oraz podszedł wolnym krokiem ku urządzeniu. Usiadł na obracanym krześle, skupiając całą uwagę na ekranie komputera.
        Rój okradał sklep jubilerski. Sam fakt, że jakaś przestępczość dała w końcu o sobie znać, była dość dziwna. Przez kilka tygodni w   mieście panował idealny ład i porządek. Czyżby złoczyńcy nagle obudzili się ze snu zimowego?
        Podniósł głowę znad monitora, widząc całą drużynę w komplecie. 
- Rój atakuje – oznajmił spokojnie.
        Wszyscy automatycznie ruszyli ku wyjściu, wznosząc falę różnorodnych emocji. Tylko nie Julia, która spoglądała na niego uchyłkiem. Jej przepraszający wzrok iskrzących gałek ocznych skupił wystarczająco jego uwagę. Zatrzymał się, obserwując uważnie dziewczynę.
- Ja nie idę.
        Spojrzał na nią pytającym wzrokiem, doczekując się wyjaśnień. Julia schyliła głowę, a jej blond włosy runęły razem z nią w  dół. Ledwo widocznie zacisnęła pięści, uderzając rytmicznie butem o wełniany dywan.
- Czemu? – odrzekł krótko, świdrując jej drobną postać swymi stalowymi oczyma.
        Wiedziała, że nie może wytłumaczyć się jakimś skaleczeniem, bólem brzucha, urazem kostki, bo on zaraz chciałby to sprawdzać. Gdyby jednak wypowiedziała coś w stylu: ,,Jestem zajęta.” on w mgnieniu oka połączyłby fakty i rozgryzłby jej plany. Dlatego wolała siedzieć cicho, choć to też pewnie odbierze w podobny sposób. W takim razie pozostało jej czekać na jego reakcje.
         Mimo jej oczekiwań, on wciąż obserwował ją uważnie. Intrygowała go myśl, w co ona się znowu pakuje. Julia podniosła głowę, patrząc na niego intensywnie swymi zielonymi oczyma. Widocznie zacisnęła zęby podenerwowana.
- Idź już – odrzekła dynamicznie, nie myśląc nawet o sensie wypowiedzianych słów. Dopiero później ugryzła się za język, ponownie wlepiając wzrok w podłogę.
        A on o dziwo jej posłuchał. Ruszył ku wyjściu, obdarzając ją wypranym z emocji wyrazem twarzy. Uchwyciła tylko jego usta, zaciskające się w wąską linijkę. Reszty nie zdążyła zobaczyć.
                                                                               ~~&~~
                                                      (narracja trzecioosobowa)
        Ustała na środku ulicy. Nikogo w pobliżu nie widziała. Tylko nieliczni menele i ćpuny kręciły się tu o takiej porze, ale nimi nie zawracała sobie głowy. Nie warto było…
        Wiatr rozwiewał jej włosy, ona wpatrzona była w księżyc. Wciągała zanieczyszczone powietrze. Dokładnie wiedziała, co tu się wydarzy. Mimo tego stała cała napięta, w gotowości na niespodzianki tego wieczoru.
      Za swoimi plecami usłyszała cichy stukot butów na obcasie.  Chwyciła dłonią rękojeść sai, czekając w tej samej pozycji.
- Już jesteś – zaśmiała się szeptem. – Przez chwilę sądziłam, że się nie pojawisz. 
        Nie zwróciła na tę zaczepkę najmniejszej uwagi. Zawsze lubiła wytrącać ją z równowagi, a na to nie mogła sobie pozwolić. Nie dzisiaj…
- Więc w jakim celu mnie tu dziś sprowadziłaś? 
        Kobieta uśmiechnęła się szeroko, kręcąc kpiąco głową.
- Chyba sama dobrze wiesz. Jeśli nie dołączysz do Ligi, będę zmuszona zaatakować.
        Tym razem to Julia podniosła ku górze kąciki własnych ust.
-Proszę bardzo. 
        Zza budynków zaczęli wychodzić wojownicy. Wyżsi agenci…
       Na czole dziewczyny pojawiła się pojedyncza zmarszczka. Co oni tu w ogóle robią?! Cristin nigdy nie wysyłała na nią żadnych z armii. Zawsze walczyły przeciwko sobie. Nigdy nie odważyła się na taki krok, raczej wolała śmiać się z jej porażki sama albo męczyć ją tylko własnymi rękoma. Wcześniej uważała to za brak godności. Czyżby obawiała się przegranej??
     Jednym, zgrabnym ruchem wyciągnęła sai z pasa z bronią i ruszyła ku oddziałowi 10 wyszkolonych osób. Dawno nie używała broni, ale powinna sobie poradzić. Oby…
        Nadal w biegu podcięła komuś nogę ostrym końcem narzędzia do zabijania. Za następną ofiarę obrała sobie kilkuosobową grupkę osób w czarnych kostiumach ninja. Każdy tutaj wyglądał identycznie… Ci sami zniewoleni ludzie…
         Przecięła powietrze, tuż obok ich zasłoniętych maskami twarzy. Wszyscy w tym samym momencie wyciągnęli ku niej katany. Pewnymi ruchami omijała te wszystkie ostrza. Szybko zreflektowała się i zaczęła kontratak. Z półobrotu uderzyła jednego z napastników w twarz. Upadł na ziemię, oddychając głęboko. Ktoś chwycił jej nogę. Uderzyła go z łokcia prosto w nos. Na jej szyję wytrysnęła ciepła ciecz. Odsunęła się od ciała, walcząc z kolejnymi przeciwnikami. Wzięła rozbieg i wyskoczyła w powietrze, by złapać kogoś za ramiona i powalić prosto na wybrudzony szkarłatną krwią chodnik. Schyliła się, omijając cios i przy okazji podcinając komuś nogi. Nagle poczuła klujący metal, wbity w jej plecy. Dziwna substancja zaczęła z wolna przepływać przez jej żyły. Płyn usypiający…
       Powieki ciążyły jej niemiłosiernie. Zamrugała kilkakrotnie, by powstrzymać ogarniające jej ciało poczucie omdlenia. Wstała powoli z kamiennej ulicy, podnosząc na dłoniach bezwładne ciało. Ktoś stalowym chwytem zacisnął pięści na jej ramionach. Nawet nie mogła dostrzec sylwetki nieznajomego – przed nią rozmywał się zamazany widok otoczenia. 
        Uderzenie. I drugie. Trzecie… Jej plecy waliły o coś twardego, a razem z nią niemożliwa w utrzymaniu czaszka. ,,Ściana…” – przemknęło flegmatycznie przez jej uśpiony umysł. Syknęła w poczuciu nowej fali bólu.
        – Puść ją – rozkazał emanujący opanowaniem głos jej matki. 
        Runęła w dół, waląc z impetem o podłoże. Przetarła piekące oczy, a przed nią zarysował się lepiej widziany obraz otoczenia. Nad jej głową stała ona, uśmiechając się pod nosem triumfalnie. Kocim ruchem wyjęła zza pleców swoją katanę, przyozdobioną niewidocznym znaczkiem, na czerwonym tle.
         Uklęknęła obok Julii, głaszcząc jej zaplamione krwią włosy. 
- Ach… spójrz… Gdybyś choć starała się zabić tych ludzi, wygrałabyś. Wiedziałam, że nie stać cię na taki krok. 
        Wyjęła z, wiszącego na jej biodrze,  pasa  dwa małe sztylety. Delikatnie uniosła rękę dziewczyny i wbiła ostrze prosto w dłoń, pchając bez pohamowania. Tak samo postąpiła z drugą kończyną, przytwierdzając ją na stałe z ceglanym murem.
        Julia zagryzła wargę, starając się zachować świadomość. Spróbowała się poruszyć. Bezskuteczne zamiary…
Zobaczyła podnoszącą się sylwetkę. Zamachnęła się kataną… Dziewczyna odczuła pieczenie w okolicach brzucha. Pochyliła głowę, czekając na serię ciosów. Z każdym nowym skaleczeniem widziała mroczki przed oczami. Horyzont zakręcił się przed nią. Wciągała głęboko powietrze. Jej całe ciało drżało…
        Nagle ujrzała pięść przed twarzą. Głośny trzask łamanych kości rozniósł się dookoła. Kaszlnęła, plując krwią. 
- Możemy iść- oznajmiła kobieta, podnosząc się do pozycji  stojącej i ocierając swoją czerwoną od krwi twarz białą chustką.
        Cała grupa poszła jej śladami, aż zniknęli za lśniącym w blasku gwiazd wieżowcu. Westchnęła z ulgą – już koniec…
Ostatni raz zerknęła na ulicę. Zamazana, pod wpływem wstrzykniętej substancji, postać biegła ku niej. Chłodną dłonią dotknęła jej zakrwawionego policzka.
- Co tu jeszcze robisz?! Czy twoja pani nie kazała ci zniknąć?! – krzyknęła w napadzie furii, patrząc spod żarzących się wściekłością czarnych źrenic
- Julia…
        Otworzyła szerzej oczy, ściągając niżej swoje ciemne brwi. Jak on ją tu znalazł? 
Obraz rozmazał się, a czarna otchłań uniemożliwiła widzenie czegokolwiek. Zemdlała…
_________________________________________________________________________________________
        Niespodzianka! Oto ostatni rozdział 1 sezonu! Muszę wam powiedzieć, że od drugiego sezonu przenoszę bloga  na inny adres: 

http://in-another-reality.blogspot.com/
  . Może też na tym nowym blogu zrobię taki plan wydarzeń z pierwszego sezonu, bo czytając go zdałam sobie sprawę jaki nudny był  :-P xd. Ale nie usunę go. Postanowiłam tak sobie kiedyś, bo osoby, które świetnie pisały usuwały często swoje blogi, a ja tego błędu nie popełnię  :mrgreen:
 
      
        
        
 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Daph

    26 lipca 2016 o 18:20

    Rozdział wyszedł Ci wspaniale. Cieszę się, że zdecydowałaś się opisać spotkanie Julii z matką realistycznie, tzn. nie unikałaś opisów brutalnych scen, jak często się zdarza w wielu opowiadaniach. Bardzo spodobał mi się też sposób w jaki opisałaś przebieg samej walki.
    Jedna rzecz nie daje mi spokoju – co na to wszystko Slade? Wiedział o pojawieniu się w mieście Cristin i współpracował z nią (wzorowy ojcem to on raczej nie jest i nie będzie) czy jego była działała na własną rękę, a on dowie się o wszystkim po fakcie (chociaż i tak wątpię by go to zbytnio obchodziło, on musi w końcu zająć się pokonaniem Tytanów i Robinka).
    Podsumowując – rozdział bardzo mi się podobał i z niecierpliwością czekam na kolejną część. :)

     
    • Julia89

      26 lipca 2016 o 19:36

      Będziesz musiała trochę poczekać na kolejny rozdział, bo jadę na kolonię i wracam dopiero 8 sierpnia. Może uda mi się coś napisać przed wyjazdem, ale szczerze w to wątpię. Skupię się raczej na poprawkach na nowym blogu. Jednak cieszę się bardzo, że się spodobało :-D!

       
  2. ~Pola

    29 lipca 2016 o 17:58

    Naprawdę świetny rozdział! :)

     
  3. ~Karolina Superson

    29 lipca 2016 o 19:28

    Na początku strasznie cię przepraszam, że tak długo nie komentowałam, ale nie miałam czasu. Nadrobiłam już zaległości i nareszcie mogę ocenić twoją pracę ^^. No więc, przeczytałam już wszystkie eee… Cztery? Tak. Cztery rozdziały i muszę ci przyznać, że wyszły ci świetnie. Było dużo akcji i zróżnicowania co wyszło ci na plusa u mnie. Trochę zdziwiłam się, że nie ma już kolorków i szcze mówiąc niektóre momenty musiałam przeczytać kilka razy, żeby je zrozumieć xD. Jak widać pierwszy sezon jest już za nami. Jestem tylko ciekawa dlaczego przenosisz bloga na inny adres. Podsumowując… Jestem bardzo ciekawa co spotka bohaterów w nowym sezonie i czekam z niecierpliwością na next. Chętnie też zajrzę na twojego nowego bloga ;) . Pozdrawiam, życzę dużo weny i powodzenia z nowym blogiem.

     
  4. Tweety

    30 lipca 2016 o 17:15

    Wybacz jeszcze raz brak moich komentarzy, ale razem z Twoim postanowieniem nieusuwania blaga, ja postanowiłam sobie na Twoim nowym blogu komentować wszystkie *w miarę możliwości* wpisy. A co do tego rozdziału- muszę przyznać, że kocham takie opisy walk. Bez cenzury, z wszystkimi szczegółami i odczuciami, chociaż sama w opisywaniu takich scen jestem denna.Tak jak i w przypadku scen romantycznych. a ty to robisz po prostu świetnie. Do napisania! :*

     
  5. ~Rachel.

    9 sierpnia 2016 o 18:49

    Zgadzam się z Tobą, co do usuwania blogów, to są te błędy, których najbardziej się żałuje.
    Kto by pomyślał, że już koniec sezonu…
    Rozdział był genialny, najbardziej urzekło mnie spotkanie Julii z matką.
    Czytając komentarze, można powiedzieć, że podpisuje się pod słowami Daph. Brakuje jeszcze tatusia i rodzinka w komplecie.
    Jestem ciekawa jak sprawy potoczą się dalej. Wrzuciłaś już rozdział na nowego bloga? Dawno mnie tu nie było, tak więc skocze tam sprawdzić. XD

     
  6. ~fanka

    20 sierpnia 2016 o 17:05

    Powiem tylko tak genialne i mam pytanie zrub notatkę jak Robin i Julia się całują plisss czy doś takiego

     
    • Julia89

      14 września 2016 o 18:14

      No nie wiem. Może uda się coś takiego załatwić, ale nie wiem kiedy. A na razie zaglądaj na nowego bloga z drugim sezonem opowieści :-D!